|
|

Kurier Szczeciñski, 22 sierpnia 1999 r.
Szczecin ma³o magiczny
Masz na piwo?
OBYWATELKO i obywatelu miasta Szczecina oraz Ty podszczeciñski osadniku, którego z naszym miastem
³±cz± silne wiêzy codzienno¶ci - tu pracujesz, tu przywozisz dzieci do przedszkola i szko³y, tu wydajesz pieni±dze, tu
siê odchudzasz, tu masz znajomych, których warto odwiedzaæ, bo s± idealnym materia³em do obgadywania, tu
klniesz na dziury w jezdni!
Zapewne chwilami nawet lubisz to miasto. Niekiedy wydaje ci siê ono wrêcz piêkne (bo bywa takie)
i sympatyczne. Lecz s± to jedynie ulotne wra¿enia, których doznajesz, kiedy obserwujesz Szczecin zza szyby samochodu,
oczywi¶cie jad±c poza godzinami szczytu, bo w szczycie nie masz szans zaobserwowaæ niczego, poza mizernymi efektami pracy
instruktorów nauki jazdy.
Wystarczy jednak, aby¶ zmuszony okoliczno¶ciami zamkn±³ na zamek centralny (blip, blip) dzrzwi swojej
limuzyny i ruszy³ "w miasto", by wszelkie ciep³e, lokalnopatriotyczne uczucia prys³y, a ciebie ogarn±³ nastrój
gorszy nawet ni¿ po obejrzeniu jednego z trzech programów informacyjnych TVP (mo¿na ju¿ nawet rzucaæ na wroga przekleñstwo:
"Oby¶ jednego dnia Teleespress, Wiadomo¶ci i Panoramê ogl±daæ mia³"!). I wcale nie musisz spacerowaæ po
przedmie¶ciach! Reprezentacyjne fragmenty centrum (teraz co do tego, czy jeste¶my w centrum, czy te¿ nie -
nie mo¿na mieæ najmniejszych w±tpliwo¶ci, bo Szczecin dorobi³ siê drogowskazów, a na nich
zawarto stosowne informacje) z równym, a kto wie, czy nie wiêkszym, powodzeniem zepchn± ciê w odmêty
egzystencjalno-mieszczañskiego zw±tpienia.
Bo Szczecin przygnêbia nawet najodporniejszych.
Nie ma co siê pocieszaæ, ¿e gdzie¶, w inym k±cie Polski jest gorzej. Nie ma sensu mówiæ, ¿e przecie¿
"wszystkim przyjezdnym tak siê nasze miasto podoba" i "coraz wiêcej eleganckich sklepów i takie sympatyczne
ogródki piwne".
Ani znajomi do koñca szczerzy, ani sklepy rzeczywi¶cie eleganckie, ani ogródki sympatyczne (zdecydowanie
przestaj± byæ takie oko³o godziny 20). Kilka odnowionych kamienic bole¶nie kontrastuje z wal±c± siê i cuchn±c±
reszt± ¶ródmie¶cia. Obok b³yszcz±cego sklepu z sukienkami za tysi±c z³otych - zakurzony "lokal do wynajêcia",
w którym st³uczona witryna (wynik nocnego w³amania) zabezpieczona jest kawa³kiem dykty. Miejskie trawniki
usiane petami, puszkami po piwie, psimi odchodami. Miejskie rabatki ograbione z kwiatków, no bo
po co kwiatki maj± rosn±æ, je¶li z równym powodzeniem mog± nie rosn±æ, a w³a¶ciwie nie rosn±æ jest zdecydowanie
³atwiej. Pomniki zabazgrane sparay'owymi dowodami niedotlenienia mózgów czê¶ci m³odych ludzi.
Na piêknych placach dumni posiadacze motorów bez t³umika trenuj± jazdê na jednym kole. Na ka¿dym
rogu wolni ludzie w wolnym kraju, czyli panowie, którzy od szóstej rano do pó¼nego wiedzora sk³onni
s± dyskutowaæ z przechodniami o ¿yciu we wszystkich jego przejawach, ze szczególnym uwzglêdnieniem
kwestii finansowych ("Masz na piwo?"). To ju¿ nawet jako folklor jest nu¿±ce.
Wracamy z wakacji do Szczecina, dostrzegamy to wszystko i jeszcze wiêcej. Zatroskanymi g³osami konstatujemy
(który to ju¿ raz?): - Szkoda, ¿e Szczecin nie ma miejsc spotkañ, nie ma swojej przestrzeni "magicznej":
starówki, deptaka, rynku...
Nie ma? Ma. Ma ¶liczn±, now± i zupe³nie martw± starówkê, a na tej starówce nawet co¶ w rodzaju rynku.
I ta ¶liczna szczeciñska starówka, któr± przed ponad rokiem (!) uroczy¶cie wa¿ni politycy otwierali,
sta³a siê kolejnym pomnikiem szczeciñskiej inercji. Ba! staa³a siê owej inercji piêknym pomnikiem.
Ale nie ona jedna. Podczas koñcz±cych siê w³a¶nie tegorocznych wakacji mieli¶my ju¿ deptaæ sobie elegancko
po deptaku utworzonym na odcinku ulicy Bogus³awa. Fontanna, sklepiki, kawiarenki, odnowione kamienice...
Id¼cie na ulicê Bogus³awa. I spróbujcie siê nie denerwowaæ. A tak na marginesie: sympatyczny deptak
jest na przyk³ad w Szczecinku.
Berenika LEMAÑCZYK
(przedrukowane bez pozwolenia)
|
 |