![]() |
||
![]() Kurier Szczeciński, 25 luty 2000 r. Życie jak koncert
MÓWI o sobie, że jest "panem pod pięćdziesiątkę, ale o duszy małolata". No i oczywiście - mężem i ojcem trojga nastolatków. Zna go każdy, kto choć od czasu do czasu bywa na koncertach w Szczecinie albo gdzieś w okolicach miasta. Szefowie klubuów i pubów doceniając jego pasję muzyczną, nawet wpuszczają go gratisowo na wszelkie imprezy. - Poniedziałek - koncert jazzowy w Teatrze Kana, czwartek - kolejny w pubie "Hormon", piątek - impreza muzyczna w "Przystanku Pub" - Heniu wymienia koncerty, na których był w tym tygodniu. A dziś jest sobota i razem w klubie "Trans" czekamy, aż muzycy grupy T.Love wyjdą na scenę. Podczas rozmowy co chwila ktoś nam przerywa, mówiąc Heniowi "cześć". Zdaje się, że zna go tu większość osób, równie często bywających na koncertach jak on. - Nigdy nie liczyłem, na ilu koncertach bywam w ciągu roku, ale pewnie jest tego jakaś setka - mówi. - Czasem zdarzają się takie tygodnie, że codziennie jest jakaś interesująca impreza muzyczna i jestem na wszystkich. Rozmowę przerywa nam entuzjazm publiczności, bowiem na estradzie pojawił się Muniek i reszta grupy T.Love. Heniu idzie w pobliże sceny, by lepiej widzieć zespół. W przerwach - gdy wychodzi z tłumu, by nieco odetchnąć po szaleńczych tańcach - udaje mi się z nim porozmawiać o jego fascynacjach muzycznych. Pytam, skąd bierze energię, by po ciężkim dniu pracy wybrać się jeszcze na koncert. - Nie wysiedziałbym w domu, gdybym wiedział, że na przykład wszyscy szaleją podczas występu Sweet Noise czy Kayah, a mnie tam nie ma - odpowiada. - Na koncertach jest niesamowita atmosfera, publika śpiewa razem z wykonawcami i zawsze się zdarza coś nieoczekiwanego. Choćby wokalista robi niespodziankę i zaśpiewa jakiś numer a cappella albo gitarzysta zagra taką solóweczkę, że aż ciarki przechodzą po ciele. I ja miałbym to przegapić?! Czasem znajomi w moim wieku dziwią się, że mam tyle energii. Może sami też chętnie by poszaleli, ale uważają, że wtym wieku to już nie wypada? Heniu z zapałem lubi opowiadać, na jakich koncertach był ostatnio i jak one się udały. Śmiało też może uchodzić za chodzącą encyklopedię muzyczną, bowiem muzyką interesuje się właściwie "od zawsze". W młodości fascynowały go takie zespoły jak The Rolling Stones, The Animals, The Beatles, Deep Purple czy Omega. - Słuchałem ich nagrań w radiu "Telefunken" z wbudowanym adapterem - wspomina. - Wtedy to był supersprzęt, na dużo wyższym poziomie niż np. popularne "Bambino". Z biegiem lat zmieniały się jego gusta muzyczne, ale zawsze się stara być "na topie" i wiedzieć, co się pojawiło nowego na rynku muzycznym. Pytam, czy nie wybiera się na koncert Stinga albo Joe Cockera, które niebawem odbędą się w Warszawie. Przyznaje, że gdyby miał więcej pieniędzy, to pozwoliłby sobie na taki wyjazd. Jest chyba niewielu polskich wykonawców, których Heniu nie zna osobiście. Ma też od nich wiele upominków, nie licząc ogromnego zbioru autografów. Muzycy chętnie zapraszają go po koncercie do swojej garderoby, by porozmawiać czy razem napić się piwa. Pozdrawiają go też ze sceny albo... podają za wzór. Tak było podczas ostatniego koncertu Pudelsów, gdy wokalista krzyknął do tłumu młodzieniaszków oglądających występ siedząc przy stoliku, by "ruszyli tyłki z krzeseł i spróbowali się tak świetnie bawić jak Heniu". - Kiedyś artyści byli zdziwieni, kiedy widzieli szalejącego w pierwszym rzędzie dinozaura, czyli mnie - śmieje się Heniu. - Ale już się chyba przyzwyczaili. Koncert T.Love dobiega końca. Heniu przeprasza, że już musimy kończyć rozmowę, ale chciałby pogadać z chłopakami z zespołu. Pytam jeszcze, czy już był na koncercie swojego życia. - To przede mną - mówi. - Może gdyby stał się cud i Beatlesi znów zagraliby razem, to byłby mój koncert życia. A tak w ogóle to nie wyobrażam sobie, bym mógł założyć ciepłe kapcie, usiąść w fotelu i oglądać setny odcinek jakiegoś serialu. Wtedy uznałbym, że chyba już czas szykować się na drugi świat. Monika GAPIŃSKA (przedrukowane bez pozwolenia) |
|
|
![]() |
![]() |
|