|
|

Kurier Szczeciñski, 27 kwietnia 2001 r.
Sp³onê³a 20 lat temu...
Kaskada - legenda Szczecina
Dzi¶ mija 20. rocznica tragicznego po¿aru szczeciñskiej "Kaskady", s³ynnego na ca³y kraj kombinatu gastronomicznego, o którym wspominali w swych gawêdach nawet Stefan Kisielewski i Jerzy Waldorff...
"Kaskada", otwarta 21 kwietnia 1962 roku, sp³onê³a 27 kwietnia 1981 roku. Po¿ar wybuch³ rano, kiedy w budynku by³o oko³o 20 osób, g³ównie uczniów zespo³u szkó³ gastronomicznych odbywaj±cych tu praktykê. Spo¶ród czternastu osób, które zginê³y w p³omieniach oni stanowili wiêkszo¶æ.
Jak ustali³a komisja, przyczyn± po¿aru by³o silne iskrzenie przy gniazdku elektrycznym, do którego by³ w³±czony odkurzacz. Szybkie rozprzestrzenienie siê ognia by³o spowodowane tym, ¿e obiekt by³ wybudowany z materia³ów ³atwo palnych, a konstrukcja budynku by³a pozbawiona stropów oddzielaj±cych poszczególne kondygnacje. Powsta³ wiêc efekt "komina".
Dlaczego o tym wspominamy? "Kaskada" nie by³a takim zwyczajnym, jednym z wielu ówczesnych lokali ³±cz±cych gastronomiê z rozrywk±. To by³o miejsce - znane w Europie i trochê dalej, g³ównie za spraw± marynarzy licznie odwiedzaj±cych w owych latach szczeciñski port - co trzeba dzi¶ przypomnieæ - wówczas najwiêkszy na Ba³tyku. W Szczecinie wiêc najszerszym frontem spotyka³ siê socjalistyczny Wschód z kapistalistycznym Zachodem. Kaskada by³a dla obcych marynarzy witryn± polskiej kultury...
Dwa s³owa historii
Gmach, w którym dzia³a³a "Kaskada", wybudowano w roku 1829. Jego w³a¶cicielem by³ Otto Ponath, który po powrocie z Ameryki postanowi³ zainwestowaæ pieni±dze w Szczecinie. Wybudowa³ lokal gastronomiczny o nazwie "Kaffe Bismarck" potocznie nazywany "Haus Ponath". Na trzech piêtrach by³y restauracje, winiarnie, piwiarnia i sala bilardowa. Najwy¿ej znajdowa³a siê kawiarnia, z której roztacza³ siê wspania³y widok na miasto.
Podczas wojennych nalotów latem 1944 budynek ucierpia³ i dopiero po kapitalnym remoncie w kwietniu 1949 roku otwarto w nim dom towarowy. Na ostatnim piêtrze czynna by³a restauracja, a na drugim kawiarnia.
Pod koniec lat 50. postanowiono tu stworzyæ centrum rozrywkowe. Szczeciñskie Zak³ady Gastronomiczne "Pó³noc" przez piêæ lat prowadzi³y prace adaptacyjne. Nazwê "Kaskada" wymy¶lili szczecinianie. Salê na parterze nazwano "Kapitañsk±". To imiê nadali jej czytelnicy "Kuriera Szczeciñskiego".
Nad "Kapitañsk±" by³o "Rondo", jeszcze wy¿ej "S³owiañska", a na samej górze "Pokusa". Lokal, jak na owe czasy prezentowa³ siê okazale i by³ miejscem pracy dla przesz³o 200 osób.
- Na otwarciu wystêpowa³ kabaret hrabiego Dzieduszyckiego - wspomina Bronis³aw Mañczak, pracuj±cy w "Kaskadzie" od chwili otwarcia lokalu. Przez sze¶æ lat by³ szefem kombinatu.
- Przez 19 lat istnienia przez "Kaskadê" przewinê³o siê wielu znanych artystów. Wystêpowa³ tu m.in. s³ynny dzi¶ w ¶wiecie tenor Ryszard Karczykowski (bo¿yszcze szczecinianek), Helena Majdaniec, Katarzyna Sobczyk, Czerwone Gitary, Skaldowie, Karel Gott, Czes³aw Niemen i szczeciñski zespó³ "Filipinki". To w³a¶nie w "Kaskadzie" na balu maturalnym za¶piewa³y po raz pierwszy swój przebój "¯egnaj profesorze" - wspomina Mañczak.
Pierwszy striptiz
Na pocz±tku 1965 roku odby³ siê w "Kaskadzie" pierwszy w Polsce striptiz. Wystêpowa³y wówczas artystki z Jugos³awii, Czechos³owacji, Danii i Francji. Polki odwa¿y³y siê zadebiutowaæ w tej konkurencji dopiero kilka lat pó¼niej. "Kaskada" mia³a tak¿e swój kabaret, a tak¿e s³ynn± "Wiosnê orkiestr". By³a to prezentacja zespo³ów muzycznych pod patronatem "Kuriera Szczeciñskiego". Zespo³em, który potem zrobi³ karierê poza granicami Polski, by³a "Coma 5". Zgodnie z tradycj±, Ka¿da zabawa koñczy³a siê utworem "Portowe ¶wiat³a l¶ni±".
"Kaskada" znana by³a w ca³ej Europie z "panienek", które polowa³y tu na dewizowych klientów, a szczególnie marynarzy. Nic dziwnego, ¿e potocznie lokal zwano "Ka¶ka da". Przedstwaicielki najstarszej profesji ¶wiata mia³y jednak kategoryczny zakaz wstêpu do sli Kapitañskiej na parterze kombinatu. Tu tak¿e nie wpuszczano cinkciarzy, a go¶cie musieli mieæ marynarkê i krawat. Tych ostatnich po¿yczali uczynni szatniarze. Kelnerzy nosili muszki i bia³e rêkawiczki. Nic zatem dziwnego, ¿e w "Kapitañskiej" odbywa³y sie liczne imprezy dla ówczesnych VIP-ów. Jak wspominaj± pracownicy "Kaskady", nigdy nie zdarzy³o siê by kto¶ nie zap³aci³ rachunku.
Towarzysz W. siê zapomnia³
Z sal± Kapitañsk± zwi±zany jest pewnien epizod z udzia³em ówczesnego pierwszego sekretarza KW PZPR towarzysza W., który lubi³ "balowaæ" w "Kaskadzie". Pewnego dnia przyby³ tu ze swoj± ¶wit± i ma³¿onk±. Panowie tak siê rozbawili, ¿e postanowili odwiedziæ pierwsze piêtro, gdzie urzêdowa³y "panienki", którym wstêp do "Kapitañskiej" by³ zakazany. Towarzysze wyrwali siê do "Rondo", gdzie popijali drinki razem z paniami do towarzystwa. Przy³apani zostali na tym przez ¿onê "pierwszego", która postanowi³a wzi±æ sprawy w swoje rêce. W ubikacji dosz³o do bójki z jedn± z panienek. Portierzy z trudem rozdzielili niewiasty...
Nastêpnego dnia zadzwoni³ telefon z KW, gdzie "zaproszono mnie na dywanik" - wspomina Mañczak. Przyj±³ mnie sam "pierwszy" w towarzystwie komendanta wojewódzkiego milicji. Wygl±da³o to gro¼nie, obawia³em siê najgorszego, ale sekretarz wyciagn±³ butelkê czego¶ mocniejszego i zaczêli¶my siê zastanawiaæ co dalej. Postanowili¶my, ¿e przez sze¶æ miesiêcy "panienki" bêd± mia³y ca³kowity zakaz wstêpu do "Kaskady".
Zarz±dzenie sobie a ¿ycie sobie. Mo¿e nie tyle ¿ycie, co portierzy stoj±cy na "bramce". Po prostu brali "w ³apê" od panienek i w ten sposób s³u¿ebnice Wenery szybko wróci³y do pracy. Potem by³a g³o¶na sprawa s±dowa, w której na ³awie oskar¿onych zasiedli portierzy. "Panienki" nikogo nie sypnê³y, ale personel portierni wymieniono.
Weso³y minister
Do dzi¶ pracownicy "Kaskady" wspominaj± przyjêcia organizowane przez szczeciñskich bonzów z Komitetu Wojewódzkiego. Wspomniany tow. W. - znany ze swej tuszy - mia³ taki zwyczaj, ¿e do pó³nocy jad³, a potem wzorem towarzyszy ze Wschodu wypija³ "stakany". Do¶æ czêsto biesiadowa³ w "Kaskadzie" w towarzystwie pewnego szczeciñskiego ministra, który lub³ wyrwaæ siê do motelu "Relax" na rogatkach Szczecina, w okolicach P³oni (by³y to wagony kolejowe). Tam balowa³ w mi³ym towarzystwie. Znikniêcie ministra stawia³o na nogi jego ochroniarzy, którzy alarmowali milicjê, ta za¶ wszczyna³a poszukiwania.
A propos milicji, kiedy w pamiêtnym 1970 roku p³on±³ Komitet Wojewódzki PZPR z dachu "Kaskady" robi³ zdjêcia m.in. fotoreporter "Kuriera". Potem do¶æ d³ugo musia³ siê t³umaczyæ nie tylko on, ale tak¿e szefowie kombinatu.
Na pocz±tku lat 70. zaczêto wydawaæ w "Kaskadzie" posi³ki regeneracyjne dla milicji. Potem modne sta³y siê obiady abonametnowe, któych wydawano dziennie nawet dwa tysi±ce. Klientów personel nazwa³ "pche³kami", gdy¿ trzeba by³o wokó³ nich skakaæ za friko. Do obs³ugi go¶ci abonamentowych wysy³ano najbardziej "podpadniêtych" pracowników, dla których by³a to kara. Klient to by³ marny, napiwków nie dawa³. Na te mo¿na by³o dopiero liczyæ wieczorami.
Jeden ze znanych dzi¶ polityków przyprowadzony przez swego kolegê ze studiów - szczecinianina, gdy trafi³ na jedn± z sal na piêtrze, chwyci³ siê za g³owê - "O Bo¿e, tu same dziewczyny na s³u¿bie, i jeszcze w wieku mojej mamy..." Có¿, w "Kaskadzie" w latach 60. rz±dzi³y wytrawne profesjonalistki, m³odsze roczniki wesz³y dopiero w latach 70.
* * *
Co by nie mówiæ, by³a "Kaskada" autentyczn± atrakcj± Szczecina tamtych lat. Pozosta³o puste miejsce w pejza¿u i w kulturze miasta. Czy wype³ni je znajduj±ce siê dzi¶ w fazie projektu nowe wcielenie "Kaskady"?
Miros³aw KWIATKOWSKI
(przedrukowane bez pozwolenia)
|
 |