Kurier Szczeciński, 31 grudnia 1999 r.

Z piwnic podzamcza
Tajemniczy skarb


ARCHEOLOGICZNYM eldorado jest szczecińskie podzamcze, które wciąż odsłania nowe tajemnice. Dzięki temu w ostatnich latach niepomiernie wzbogacona została wiedza o najdawniejszych dziejach miasta.

Rok temu poruszenie wśród znawców wywołało odsłonięcie resztek kamiennego domu z XIII w., tak charakterystycznego dla najbogatszych, portowych miast nadbałtyckich, jak też - po sąsiedzku niemal - fundamentów i piwnic mieszkalnego budynku drewnianego z połowy XIII w. Budynek ów, zapewne piętrowy, posadowiony na skarpie, która osuwała się ku Odrze, miał konstrukcję wskazującą na mistrzostwo budowniczego.

W innym miejscu podzamcza archeologowie znaleźli świetnie zachowaną łódź dłubankę (XI w.), w jeszcze innym - pięknie zdobione fragmenty łodzi skandynawskiej (X w.). Trafiła się też unikatowa biżuteria z czasów chrystianizacji miasta, a wcześniej - drewniana figurka prawdopodobnie pogańskiego bożka.

Były też, schowane kiedyś przed kimś, skarby.


Piwnica przy targu rybnym

W LATACH 90. znaleziono na podzamczu trzy skarby. Najpierw kilkadziesiąt monet, które były pod podłogą jedenastowiecznej chaty, potem, pod wymoszczeniem ulicy, monety z czasów księcia Bogusława I i wreszcie, wiosną tego roku, skarb największy: ponad pół kilograma (siedemset sztuk) drobnych ozdób i monet. Były ukryte w garncu z brązu i głęboko zakopane w jednej z piwnic domu przy dawnym Targu Rybnym.

Były zabrudzone, zaśniedziałe, spieczone w wyniku działania wysokiej temperatury, ale - już na pierwszy rzut oka - unikatowe. Renowację i konserwację, z funduszy wojewódzkiego konserwatora zabytków, przeprowedził Jarosław Strobin z Elbląga, jeden z najbardziej uznancyh w Polsce fachowców.

Skarb wrócił do Szczecina. W pierwszych dniach stycznia 2000 r. dyrektor Zamku Książąt Pomorskich Eugeniusz Kus przekaże go do Muzeum Miasta, gdzie będzie eksponowany. - Na pewno kilka lat pracy poświęcą skarbowi historycy sztuki - mówi Eugeniusz Wilgocki, szef zamkowej pracowni archeologicznej.


Maestria i misteria

NA RAZIE o skarbie niewiele wiadomo - ani, kto był właścicielem przedmiotów, ani dlaczego zostay tak głęboko ukryte. Wszystkie precjoza pochodzą najprawdopodobniej z XIV bądź XV w., są ze srebra, a niemal wszystkie, z wyjątkiem monet mają złocenia. Wszystkie są mistrzowskiej roboty.

Mamy więc pozłacane rozety misternie granulowane, filigranowe guzy, obrączki zaręczynowe w kształcie złączonych dłoni oraz ślubne pierścienie, niektóre z kamieniami. Jest zapona ślubna zdobiona grawerunkiem z motywem maltańskich krzyży i wyraźnym napisem "Ave Maria", są sprzączki i haftki, guzik z monogramem w kształcie litery "A", okucia w kształcie delikatnych, ażurowych kulek.

Są wreszcie 44 okucia pasa (srebrne, pozłacane), jest haftka z lwami, które trzymają tarczę herbową z rozetą, jest sygnet z orłem. - Te przedmioty nie mogły należeć do mieszczanina. Ich właściciel musiał był arystokratą bardzo wysokiego rodu - podkreśla Eugeniusz Wilgocki.


Trop duński?

SKĄD więc te przedmioty wzięły się w piwnicy domu na szczecińskim podzamczu? Zagadek jest więcej: oto sprzączki do pasów, wśród nich najpiękniejsza, w kształcie kapliczki ze świętym Jerzym zabijającym smoka. I zapona w kształcie sześcioramiennej żydowskiej (!) gwiazdy, jedyna w swoim rodzaju, zdobiona perełkowatym drutem i tulejkami, w których zachowały się szklane oczka.

- Prowadziliśmy już pierwsze konsultacje z historykami sztuki; mają spory kłopot, by określić pochodzenie skarbu - mówi Wilgocki. Po chwili pokazuje nadesłany przez Jarosława Strobina artykuł, w którym opisano największy średniowieczny skarb duński znaleziony w 1883 r. podczas wykopów w mieście Slagelse.
Na zdjęciach jest podobna do szczecińskiej haftka z lwami i tarczą herbową, jest analogiczny guzik z monogramem (litera "B"), jest pierścień w kształcie złączonych dłoni i urwanym napisem "Ave Ma".

Duński skarb pochodzi z czasów królowej Małgorzaty (1353-1412), która była ciotką Eryka I słupskiego i osadziła go na tronie skandynawskim. Czy to może być jakiś trop?


Trop złodziejski?

- NIEKTÓRE przedmioty - mówi archeolog Sławomir Słowiński - musiały być gwałtownie oderwane od ubrania bądź skórzanego pasa. Dlatego nie jest wykluczone, że znaleźliśmy ukryty skarb jakiegoś złodzieja. W XV w. wśród mieszczan szczecińskich często wybuchały bunty, m.in. w związku z podwyżkami cen piwa. Miały gwałtowny przebieg, dochodziło do starć zbrojnych, były świadectwem napiętych stosunków z dworem książęcym.

Czy więc skarb jest świadectwem tamtych dramatycznych wydarzeń? Człowiek, który go ukrył, prawdopodobnie zginął, skoro garnek z przedmiotami przeleżał w ziemi aż do naszych czasów.

Fascynujące zagadki będą wyjaśniane. I znów dowiemy się więcej o dziejach Szczecina.

Bogdan Twardochleb
(przedrukowane bez pozwolenia)