Kurier Szczeciński (data nieznana)

Ulice Pełne Wspomnień
Skarbek i masoni


NIE do uwierzenia, a jednak... Największa atrakcja przyrodnicza Szczecina - Jezioro Szmaragdowe - liczy sobie niespełna 68 lat!

LEGENDA, którą spopularyzowali zakochani w Szczecinie i Pomorzu przewodnicy i krajozawcy z niezapomnianym Czesławem Piskorskim i niestrudzonym badaczem Puszczy Bukowej Wojciechem Pipniackim na czele sprawcą wszystkiego czyni niejakiego Skarbka - skąpego i skrytego duszka podziemi. Tenże Skarbek miał (i ponoć ma do dziś) nieprzebrane mnóstwo klejnotów i kosztowności ukryte w głębi wzgórza opadającego stromym urwiskiem do szmaragdowej toni.

Otóż kilkaset lat temu niesforni ludzie zaczęli tu właśnie kopać kredę - ważny surowiec budowlany - wytrwale zbliżając się do skarbca duszka podziemi. Cierpliwość Skarbka wyczerpała się gdy górniczy oskard uderzył o cenny kruszec... Duch rozsierdził się, zaczerpnął z podziemnego źródła zielonej wody i zatopił kopalnię wraz z zuchwałymi górnikami. Tak pojawiło się turkusowe jeziorko w Zdrojach.

Legenda powstała po prawdziwej katastrofie górniczej. 16 lipca 1925 roku w pełni roboczego dnia, gdy na dole wyrobiska starej kopalni kredy pracowali ludzie, spod urwiska chlusnęła woda. Nikt z górników nie ocalał, na dole do dziś pozostały wagoniki służące do transportu urobku.

Choć była to tragedia na skalę lokalną, w okresie kanikuły stała się prasową sensacją w całych Niemczech, W końcu zdarzyło się to tak blisko Berlina...

Miejscowi wróżbicie i okultyści - a był to okres wielkiej mody na parapsychologię i jasnowiezenie - odczytali ten wypadek jako zły omen dla właścicieli kopalni kredy i pobliskich zakładów "Stern", rodziny Topferów. Cofnijmy się jednak nieco w głąb dziejów...

Zdroje stanowiły niegdyś leśny przyczółek nadrzeczenej wsi Podjuchy (nazwa od 1226 roku pojawia się w dokumentach jako "Podejuch") od 1334 przynależnych do Szczecina.

Samodzielna wieś założona tu została w 1750 roku przez szczecińskiego kupca Mathaisa, który rozpoczął bezlitosny karczunek wspaniałej bukowej kniei, jął też osuszać puszczańskeig bagna. Urządził tu swój rycerski majątek szczeciński dygnitarz von Bonin (czyżby herbu kartofel?).

Całe sielskie bogactwo Zdrojów stratowały batalie i przemarsze czasów napoleońskich. Po powrocie Prus zdewastowaną posiadłość wykupili bogaci kupcy z Anklam. to oni dokopali się tu kredy i margla, a w pobliskich podjuchach glinki i torfu. Tak powstały kopalnie i w 1880 roku duza cementownia. Wytwarzano w niej z miejscowych surowców półtora miliona ton cementu rocznie.

Z kopalni kredy do cementowni położonej na płaskim brzegu Regalicy wiodły tory kolejki. Wagoniki pełne kredy wyruszały z kopalni, z miejsca gdzie obecnie jest betonowy mostek widokowy. Ten mostek dobrze przetrwał katastrofę.

Wyraźny akcent przemysłowy nie przeszkadzał Zdrojem uchodzić za malowniczą okolicę wycieczkową. Powstawały wokół modne restauracje, kawiarnie, pensjonaty. Finkenwalde (dziś Zdroje) miały znakomitą komunikację kolejową - z miastem.

Posiadłość Topferów wokół kopalni stała się również nastrojowym parkiem w stylu angielskim. Nieopodal w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku postwata rezydencja w stylu antycznym, a przy niej wydrążono we wzgórzu grotę imitującą dzieło przyrody - jaskinię, jakie występują w skałach wapiennych (stalaktyty jak prawdziwe!).

W pobliżu zwracają uwagę dwa kamienne pomniki, upamiętniające wyprodukowanie dwóch pierwszych milionów ton cementu. Resztki zachowanej tu architektury znamionują charakterystyczne dla epoki zamiłowanie do antycznego patosu, pełne elementów romańskich, doryckich a nawet staroegipskich.

W pobliżu Jeziora Szmaragdowego ocalał jeszcze jeden budynek, kryjący w swych piwnicach to, co uważano za przekleństwo domu Topferów - tajemną salę spotkań masonów. Loża masońska miała powstać w Szczecinie w 1866 roku, założona przez austriackich jeńców, którzy znaleźli się tu po wojnie prusko-austriackiej i osiedli na stałe w Zdrojach, gdzie zyskali patrona w osobie wielkiego przedsiębiorcy.

Parterowy budynek wzniesiono w 1914 roku podobno specjalnie do celów loży masońskiej. Tamże znalazła się biblioteka pełna bezcennych dokumentów i ksiąg. Groźnym mememnot miało być salanie kopalni i powstanie jeziora... Topferowie jednak zignorowali przestrogę.

Zaledwie w kilka dni po dojściu Hitlera do władzy oddziały SA wsparte przez policję osaczyły leśną posiadłość - gniazdo masonerii. Topferowie i inni sympatycy masonerii znaleźli się w obozach. Cementownię i kopalnie przejęło państwo, dokumenty i księgi stanowiące archiwum loży zniszczono.

W romatycznym zakątku urządzono najeżone zasiekami, umocnieniami i strażnicami jaskinię lokalnych nazistowskich prominentów. Od 1944 roku, gdy naloty alanckie niszczącymi zagonami sięgały Szczecina, tuż przed każdym alarmem lotniczym kawalkada czarnych aut na sygnale gnała z obecnego pl. Armii Krajowej do Zdrojów, gdzie znajdował się najbezpieczniejszy schron. Cóż, natura ciągnie wilka w las... Schron i całe miejsce zyskało miano "Groty Goeringa" (choć sam Goering raczej tu nie bywał).

Jest też nad Jeziorem Szmaradowym inny nieduży domek o zdecydowanie wiejskim charakterze. Gajówka z początku XIX wieku, dziś slużąca jako zajazd "Szmaragd", pamięta czas, kiedy nie było ani zielonego jeziorka ani kopalni, a chytry Skarbek spokojnie chrapał na swych kosztownościach w podziemiach leśnego wzgórza.

J. ŁAWRYNOWICZ
(przedrukowane bez pozwolenia)