|
|

Kurier Szczeciński (data nieznana)
Ulice Pełne Wspomnień
Mur, który mówi
OCHRONA zabytków, to właściwie wynalazek ostatniego półwiecza. Przedtem dbano o przetrwanie i kondygnację najbardziej prestiżowych budowli, slużących władzy. Szanowano też wszelkie dzieła wyrażające aktualne pojmowanie piękna.
Tę przaśną prawdę ilustruje widok ostatniego skrawka najstarszych miejskich fortyfikacji - średniowieczny mur u zbiegu ulic: Podgórnej i Pod Bramą. Opasywał on niegdyś cały szczeciński gród wraz z najbliższym otoczeniem, włączonym w obręb miasta historycznym aktem nadania Szczecinowi praw miejskich przez kniazia Barnima I.
Mur jeszcze się trzyma, choć przez ostatnie 50 lat nie zrobiono nic, aby podtrzymać jego istnienie. Jedynie w 1956 roku grono miłośników Szczecina pod wodzą Czesława Piskorskiego wymogło na magistracie umieszczenie tu tablicy z okazji... 300-lecia Potopu.
Najazd szwedzki bowiem "wyszedł" ze Szczecina - głównej fortecy Karola Gustawa po tej stronie Bałtyku. Tu również rozegrał się jego finał. Nie opodal Szczecina przemknął na czele polskiej jazdy hetman Stefan Czarniecki w pogoni za pobitym Gustwusem. Kto wie, może akurat z wysokości Bramy św. Ducha widać było przeprawę wojowników polskich przez Odrę, gdzieś w pobliżu obecnego Dziewoklicza... Tak, upamiętniając tryumf nad Karolem Gustawem, zaakcentowano w pewien sposób istnienie średniowiecznego muru.
Warto przyjrzeć się rzetelniej konstrukcji, znamiennej dla ówczesnej technologii. Kamieie i cegły scementowano zaprawą wapienną z dodatkiem żwiru i jajecznego białka. To sekret trwałości muru.
Jego równieśnica - wspaniała choć wciąż bezpańska - Baszta Siedmiu Płaszczy (warta oddzielnej opowieści) przetrwała z niewielkim uszczerbkiem dywanowy nocny nalot amerykański w 1944 roku.
W bliskim sąsiedztwie resztek muru przy Podgórnej znajdowała się jedyna ze średniowiecznych bram, któa przeżyła aż do lat osiemdziesiątych XIX wieku - Brama św. Ducha. W jej pobliżu zwyczajowo odbywały się kaźnie przestępców i czarownic. Tu płonęły stosty, tu stawiano szubienice i szafoty. Patron tych wrót - Duch Święty - odprawiał skazańców w ostatnią podróż. Stąd i stare szczecińskie przekleństwo, żywe jeszcze w XIX stuleciu: "Niech cię zabiorą przez Bramę św. Ducha..."
Obecna ul. Podgórna nosiła od czasów średniowiecznych czarowną nazwę Rosengarten-Str., czyli Różanej. W tym miejscu chyba wypada docenić poczucie humoru przodków.
Na Różanej nie było rosarium. Tędy właśnie spływały stromym zboczem ku rzece miejskie nieczystości. Zapach musiał być zaiste tęgi, skoro znalazł aż tak dosadny wyraz w nazwie. Wszystkie bowiem ulice średniowiecznych miast cuchnęły jak kloaka, jako że zwyczajowo wszelkie odpadki, pomyje itp. wyrzucano wprost na ulicę.
Kiedy rozpoczęto budowę muru? Zapewne wkrótce po nadaniu Szczecinowi praw miejskich. Sęk jednak w tym, że lokalizację na prawie niemieckim otrzymał Szczecin dwukrotnie. Raz w 1237, drugi raz w 1243 roku. Pierwsza z nich figuruje w kronikach, lecz sam fakt lokacyjny zaginął. Drugi - wypisany uroczyście na pergaminie - przechowuje Archiwum Państwowe, kopa zaś zdobi ścianę Muzeum Miasta w Starym Ratuszu.
Pierwsza z dat - historycznie donioślejsza - minęła jakoś bez echa, odnotowana jedynie w historycznych periodykach. Druga - przychodząca w okresie szczególnego przełomu - będzie miała pyszną oprawę.
To jednak świetna okazja, aby przypomnieć dzieje Szczecina, który - zanim jeszcze wymyślono prawa miejskie - był pełnomorskim portem i europejskim ośrodkiem handlu. I to w czasach, gdy Berlin miał status peryferyjnej osady. Wówczas też gród z fragmentem podgrodzia otaczały trudne do przebycia fortyfikacje - wał ziemny umocniony drewnem i kamieniami.
Miał chyba szczęście ostatni skrawek muru, że dotrwał do okrągłej rocznicy. Może w swej jubileuszowej atencji dla średniowiecza dzisiejsi włodarze zechcą coś zrobić, aby ten murszejący monument doczekał się następnej okrągłej daty.
J. ŁAWRYNOWICZ
(przedrukowane bez pozwolenia)
|
 |