Kurier Szczeciński (data nieznana)

Ulice Pełne Wspomnień
Perła baroku


CO przedstawia rzeźba nad wejściem do Bramy Portowej? - zapytałem młodzieńca z tornistrem, oczekującego codziennie na przystanku - Nie wiem, nie patrzyłem... - pada odpowiedź.

Nie tylko za sprawą miejskiego smogu i siarczanych deszczy nikną nam w oczach zabytki architektury. Zabija je również w pewien sposób ludzka obojętność, niewrażliwość na piękno, morderczy a bezmyślny pośpiech codzienności.

Zabija w ludzkiej świadomości.

Ludzie w samochodach i na przejściach nerwowo baczą na światła, przechodnie napędzani machiną duszącego się we własnych wydzielinach miasta - nie sięgają wzrokiem wyżej sklepowych szyldów...

Któr zauważył, że po półrocznym zaledwie remoncie perła szczecińskiego baroku, jeden z trzech tylko obiektów reprezentujących ten styl w Szczecinie (obok Bramy Królewskiej i Staromiejskiego Ratusza) wygląda tak, jak ponad dwieście lat temu? Taki tu ruch wokoło, tyle hałasu i kurzu, że doprawdy niewielu przystaje, by podziwiać urodę architektury.

Brama Portowa powstała w roku 1724 jako fragment nowych miejskich fortyfikacji, zbudowanych już na modłę pruską, jako że właśnie król Prus (i elektor Brandenburgii w jednym) Fryderyk Wilhelm I odkupił był właśnie Szczecin od Szwedów za tysiące talarów.

Projektantem całości umocnień, w których wał ziemny z trzema wysuniętymi frotami zastąpił średniowieczny pierścień kamienno - ceglanych murów, był Holender Gerharde Corneluis von Walrave. Piękne płaskorzeźby ilustrujące tryumf króla pruskiego są dziełem nadwornego berlińskiego artysty Bartolomeo Damarta rodem z Francji. Brama w tym kształcie pełna panoplii (broń różnorodna, sztandary, itp.) była przede wszystkim pomnikiem-symbolem orężnej chwały, choć przecież w istocie Berlin zawładnął Szczecinem dzięki... sile swego pieniądza. Czyż nie jest to jakaś przestroga i dla nas...

W 1873 roku, po usunięciu wału ziemnego, Brama zwana zrazu Brandenburską, a następnie Berlińską (w istocie prowadziła ze Szczecina prosto na Berlin) została sprowadzona do roli monumentu. Na jej dachu rosły sobie bujne krzewy, pozostałości bujnej zieleni pokrywającej wał obronny.

W 1924 roku, gdy naloty alianckie zaczęły docierać w głąb Niemiec, czyniąc coraz większe spustoszenie, rzeźbione szczyty dwóch barokowych bram szczecińskich zdemontowano i ukryto w Lasku Arkońskim.

W 1945 roku, gdy Szczecin przypadł wreszcie Polsce. Brama wyglądała surowo i skromnie. Natychmiast nadano jej nową nazwę, jako że Berlin kojarzył się wówczas nader jednoznacznie. Trochę jednak na zasadzie przekory ktoś spojrzał na paradne osiemnastowieczne wrota od strony Berlina właśnie i zobaczył na horyzoncie port. Stąd i aktualne imię budowli.

Prawdziwą sensacją było w 1957 roku odnalezienie i ponowne przytwierdzenie wspaniałych płaskorzeźb zdobiących szczyt Bramy Portowej.

Bramę podziwialiśmy w latach mizernej motoryzacji, gdy ruch na skrzyżowaniu nie był tak wartki, a i samo życie toczyło się jakby wolniej. Brama Portowa od lat bardziej kojarzy się z węzłem komunikacyjnym, niż zabytkiem baroku, sławiącym pruskiego króla.

Dziś zadbano nawet o oświetlenie urodziwego zabytku lampami sodowymi. Szkoda że połowicznie, gdyż światło lamp nie sięga pysznej barokowej fasady bramy. Energetykom dopisuje dobra wola, lecz jakby brak pomyślunku. Im więcej pośpiechu - tym mniej myśli...

A co jest nad samym wejściem do bramy, w której "Cepelia" ma swoją siedzibę? Oczywiście - archanioły dmące w surmy złote!

J. ŁAWRYNOWICZ
(przedrukowane bez pozwolenia)