|
|

Oto inna wersja powstania nazwy naszego miasta. Zapisana w starodawnych kronikach, usz³a uwadze historykom i archeologom. Byæ mo¿e zapomniano o niej naumy¶lnie, bo historia, któr± opisuje nie jest wcale przyk³adem rycersko¶ci i odwagi. Pokazuje i wytyka raczej ludzkie wady i grzechy...
Bardzo dawno temu, za górami, za lasami, na miesjcu dziesiejszego Szczecina, a w³a¶ciwie to na Czarnych £±kach, ¿y³ sobie pewien rybak - Radomir. Rybak jak to rybak, prowadzi³ spokojne ¿ycie nad brzegiem rzeki (która wtedy jeszcze nie mia³a nazwy) i niczym siê w sumie nie przejmowa³. Kiedy sprzykrzy³o mu siê kawalerskie ¿ycie postanowi³ znale¼æ sobie ¿onê, a ¿e Radomir by³ kosmopolit± i w nosie mia³ wszystkie rasistowskie pogl±dy, poj±³ sobie za ¿onê Svenjê - dziewojê z odleg³ej krainy Germanów, któr± to spotka³ podczas jednego ze swoich zagranicznych po³owów.
Radomir i Svenja ¿yli sobie na Czarnych £±kach, on ci±gle zajmowa³ siê rybo³óstwem, a ona prowadzi³a mu gospodarstwo. I wszystko by³oby w najlepszym porz±dku, gdyby nie pewien malutki mankament w kwestii... ¿e tak powiem - damsko-mêskiej.
Svenja by³a kobiet± bardzo oziêb³± i rozochocony Radomir czê¶ciej musia³ siê zadowalaæ kub³em zimnej wody ni¿ mo¿liwo¶ci± spêdzenia paru namiêtnych chwil ze swoj± ¿on±. Napiêcie wzrasta³o miêdzy nimi nieznacznie, ale oboje jako¶ starali siê za³agodziæ sprawê. W koñcu z³o¿yli sobie ¶luby w przesilenie wiosenne przy ¶wietle ksiê¿yca, a takich ¶lubów nie mo¿na by³o sobie od tak zerwaæ. Tak wiêc Radomir pracowa³ jak wó³, a Svenja urabia³a sobie rêce po ³okcie, ¿eby chocia¿ inne potrzeby mê¿a by³y w miarê zaspokojone. Ka¿dego dnia, gdy rybak wraca³ z roboty, na stole sta³ dzban warzonego piwa i talerz pe³en pieczonych kie³bas oraz miska sa³atki kartoflanej. No ale¿ ile mo¿na by³o wytrzymaæ t± zagraniczn± kuchniê?! Radomirowi ckni³o siê czasem do s³owiañskiej wódeczki i bigosiku...
Czasami wiêc wymyka³ siê do wsi, ¿eby uraczyæ siê s³owiañskimi przysmakami w karczmie.
I tam te¿ pewnego wieczora zobaczy³ Radomir Wodzis³awê - wêdrown± akuszerkê, która przemierza³a ¶wiat w celach edukacyjnych. Ona go te¿ zauwa¿y³a. Spyta³a, czy mo¿e siê dosi±¶æ do jego misy bigosu. On siê zgodzi³, bowiem s³owiañska tradycja nakazywa³a czyniæ wszystko dla niewiast w potrzebie.
Spêdzili ze sob± bardzo mi³y wieczór; Radomir nie szczêdzi³ pieniêdzy na kolejne dzbany wódki a Wodzis³awa nie szczêdzi³a mu swojego podziwu (przesadzonego trochê) dla dobroci s³owiañskiego woja. No i by³o widaæ, ¿e z tej m±ki zrobi siê chleb...
Od s³owa do s³owa, Radomir i Wodzis³awa umówili siê, ¿e spotkaj± siê nastêpnego wieczora nad rzek± (która - jak ju¿ wiemy - nie mia³a jeszcze nazwy), przy starej ¶wi±tyni Swaro¿yca.
No i tak to rozpocz±³ siê d³ugotrwa³y romans Radomira i Wodzis³awy.
Akuszerka tak zawróci³a rybakowi w g³owie, ¿e ten ub³aga³ j±, aby ta zaniecha³a swojej edukacyjnej podró¿y po ¶wiecie i osiedli³a siê przy starej ¶wi±tyni. Radomir obieca³ Wodzis³awie, ¿e bêdzie siê ni± opiekowa³ i w ogóle takie tam.
Romans rozwija³ siê, Radomir coraz czê¶ciej "wyp³ywa³ na dwudniowe albo nawet trzydniowe po³owy", z których wraca³ pachn±cy bigosem i leczniczymi zio³ami, a nie ryb±, a Svenja nie mog³a zrozumieæ o co chodzi.
Zaczê³a mu robiæ wyrzuty...
"Hhadomih? Dze ty STETS plynesz?" (Svenja ci±gle mia³a problemy ze s³owiañsk± mow±...)
"Na ryby, duszko. Na ryby..." - odpowiada³ sprytnie rybak, po czym ca³owa³ j± w czo³o i pakowa³ ca³y sprzêt do ³odzi.
"Ty stets na te hyby plywasz. Früher ne plywalesz tak szesto..."
"Ale¿ duszko moja, teraz jest sezon na ¶ledzie..." - Radomir wciska³ ¿onie kolejne k³amstwo, po czym wyp³ywa³ do swojej drugiej duszki, która w miêdzyczasie urodzi³a mu bli¼niêta.
Kumy przychodz±ce do Svenji, równie¿ zaczê³y dopytywaæ siê o wiecznie nieobecnego mê¿a, a biedaczka, zawsze odpowiada³a z ¿alem:
"Hadomih stets na te hyby plywa oder na jakesz tahgi je¿d¿y. A ja hier sama cale dnie szed¿e..."
Kumy tylko kiwa³y ze zrozumieniem g³owami i wymienia³y miêdzy sob± porozumiewawcze spojrzenia.
Sytuacja ci±gnê³a siê przez d³ugie, d³uuuuuuuuuuugie lata, a rybak Radomir wyp³ywa³ "stets" na coraz d³u¿sze i czêstsze po³owy "oder" wyje¿d¿a³ na targi.
Kumy po pewnym czasie przechodz±c obok gospodarstwa rybaka, rzuca³y tylko samotnej Svenji przez p³ot wspó³czuj±ce:
"I co? Stets? Czy oder?"
A germañska dziewoja odpowiada³a albo "stets" albo "oder" w zale¿no¶ci od tego, czy m±¿ by³ w³a¶nie na "po³owie" czy te¿ na "targu".
Wodzis³awa obdarza³a Radomira co roku dzieciêciem i tajemnic± Poliszynela by³o to, co rybak wyprawia³ z akuszerk± przy starej ¶wi±tyni Swaro¿yca. Wodzis³awa otworzy³a nawet zak³ad znachorski, a poniewa¿ by³a dobr± specjalistk±, to nikt siê w jej prywatne sprawy nie miesza³ i w sumie to tylko biedna Svenja o niczym nie wiedzia³a.
No ale pewnego dnia, to nawet ju¿ germañska dziewoja musia³a zdaæ sobie sprawê, ¿e co¶ jest nie w porz±dku. Gdy tylko pojawia³a siê w mie¶cie, ludzie pokazywali j± sobie i kiwali wspó³czuj±co g³owami. Nikt jednak nigdy nie pu¶ci³ pary z gêby "no bo to obca i pewnie nasz rybak ma powody aby j± zdradzaæ". Svenja nie wytrzyma³a w koñcu napiêcia, które zawsze towarzyszy³o jej pojawieniu siê w osadzie, i postanowi³a odwiedziæ najstarsz± starowinkê z Rady 13 Mêdrców - Honorynê. Honoryna wiedzia³a o wszystkim co dzieje siê w osadzie i w promieniu stu stajañ od osady, poza tym praktykowa³a szarlatañstwo, wiêc Svenja odwiedzi³a j± w nadziei rozwik³ania d³ugotrwa³ego problemu.
Honoryna przyjê³a Germankê nad wyraz ¿yczliwie, zaprosi³a do swej chaty i uraczy³a wywarem z miêty i ko³aczem. Gdy us³ysza³a z czym przychodzi do niej zasêpiona bia³og³owa ze wspó³czuciem pokiwa³a g³ow± i zamy¶li³a siê. Chcia³a pomóc kobiecie, ale bynajmniej nie z sympatii do Svenji. Wodzis³awa bowiem, po otworzeniu swojego zak³adu znachorskiego, zabra³a Honorynie wielu klientów i ta pa³a³a chêci± zemsty. Ale poniewa¿ nie chcia³a wyj¶æ na ostatni± plotkarê w osadzie, postanowi³a tylko naprowadziæ Svenjê na trop.
"Drogie dziecko" - rzek³a jej tedy - "powinna¶ czê¶ciej chodziæ po okolicy, a nie ci±gle gospodarstwa dogl±daæ. Wychodzenie jedynie na targ do osady nie jest jedynym zajêciem! Zacznij spacerowaæ po lesie, wykorzystaj okazjê kiedy mê¿a nie ma doma i zrób sobie wycieczkê ³odzi± w dó³ rzeki, do starej ¶wi±tyni Swaro¿yca." - starowinka jako¶ dziwnie zaakcentowa³a ostatnie s³owa... - "Poznaj ¶wiat, nowych ludzi... Na pewno wtedy dowiesz siê wielu ciekawych rzeczy..."
Germanka podziêkowa³a i postanowi³a zrobiæ to, co radzi³a jej starowinka Honoryna. Ju¿ nastêpnego dnia nadarzy³a siê okazja.
"Duszko? Jadê do stets." - nawet Radomir u¿ywa³ ju¿ tych dziwacznych okre¶leñ. - "W powrotnej drodze zatrzymam siê jeszcze w oder. Wrócê za trzy dni." - po czym rybak poca³owa³ ¿one jak zwykle w czo³o i wyp³yn±³.
Svenja postanowi³a zrobiæ wycieczkê w dó³ rzeki na drugi dzieñ. Nie spodziewa³a siê biedaczka nawet, jaka przykra niespodzianka mo¿e tam na ni± czekaæ. Wyp³ywaj±c zza zakrêtu rzeki, oczom jej ukaza³a siê piêkna chata, spora gromadka dzieci biegaj±cych po ogromnym podwórzu i szczê¶liwa para siedz±ca nad brzegiem rzeki, która w zupe³no¶ci nie zwraca³a uwagi na otoczenie. Svenja postanowi³a pozdrowiæ tak przyja¼nie nastawionych do ¶wiata ludzi i pogawêdziæ z nimi chwilkê, lecz gdy podp³ynê³a bli¿ej, zamar³a ze zgrozy...
Oto, ten woj, od którego wszêdobylskich r±k nie mog³a opêdziæ siê bia³og³owa, okaza³ siê byæ jej Radomirem!!!
Rybak zrozumia³, ¿e co¶ jest nie w porz±dku, gdy jego duszka nr 2 przesta³a chichotaæ i ¶miertelnie spowa¿nia³a. Odwróci³ g³owê do rzeki i te¿ zamar³. Z³o¶æ, która ogarnê³a Svenjê by³a ogromna. Nabra³a powietrza w usta, po czym krzyknê³a tak g³o¶no, ¿e wiatr zaniós³ jej krzyki a¿ do osady:
"Ty niewiehny buhaju! Ty zlamasie pahszywy! To jes twoje stets?! To jest twoje oder?! Przeklinam cze ty nierzodna szwinio! Przeklinam cze na wieki!"
Zerwa³ siê silny wiatr, s³oñce schowa³o siê za chmury, woda w rzece wzburzy³a siê okrutnie - tak± si³ê mia³y przekleñstwa zdradzonej Germanki. Radomir sta³ jak s³up, bo nigdy nie widzia³ swej duszki nr 1 w takim stanie. Wodzis³awa zdo³a³a zebraæ wszystkie dzieci i schowa³a siê w chacie. A Svenja, gdy ju¿ wszystkie si³y j± opu¶ci³y, usiad³a na dnie ³odzi i poczê³a szlochaæ:
"O ja biedna! O ja nieszczesna! Czo ja takiego ¿³ego ¿robilam??? Szwaro¿yczu! Bogu mi obczy! ¯abierz mie do szebie! Nie chcze ¿ycz z tom pahszywom szwiniom! Nie chcze ¿ycz u boku tego niewiehnego chama!"
I Swaro¿yc pos³ucha³ biednej niewiasty zamieniaj±c j± w wierzbê p³acz±c±.
Rybak równie¿ poniós³ karê. Trochê dziwaczn±, ale Swaro¿yc pewnie wiedzia³, co czyni. Od tej pory bowiem, Wodzis³awa obdarowywa³a go co roku nie jednym dzieciêciem, ale co najmniej bli¼niêtami. W ci±gu ca³ego ¿ycia rybak dorobi³ siê w ten sposób niewyobra¿alnej liczby potomków. Musia³ nawet kolejne chaty budowaæ, ¿eby wszystkie jego pociechy mia³y dach nad g³ow±. Harowa³ ciê¿ko ca³ymi dniami, ¿eby wszystkie gêby wy¿ywiæ, Wodzis³awa te¿ musia³a poszerzyæ dzia³alno¶æ. Ale mimo tego, ¿e rêce sobie po ³okcie urabiali, byli szczê¶liwi w swojej ogromnej rodzinie.
Ludzie z pobliskiej osady te¿ im wybaczyli, ale swoje trzy grosze do kary Swaro¿yca te¿ do³o¿yli. Aby Radomir i Wodzis³awa nigdy nie zapomnieli o swoim grzechu, ich nowe gospodarstwo i zak³ad znachorski nazwano Szczecinem - od ci±g³ego s³owa, powtarzanego przez Svenjê "stets i stets..." A bezimienn± rzekê, która prowadzi³a Radomira w objêcia nierz±du ochrzczono Odr± - od drugiego czêsto u¿ywanego przez zdradzon± ¿onê s³owa "oder".
A pewnego razu, w osadê na Czarnych £±kach waln±³ ogromniasty piorun, który zrówna³ z ziemi± wszystkie gospodarstwa. Jedynym miejscem nadaj±cym siê do osiedlenia garstki wojów i bia³og³ów, którzy uszli z ¿yciem by³y pola wokó³ osady "Szczecin" nad rzek± Odr±.
Ludziska, chc±c nie chc±c, przenie¶li siê nad Odrê, gdzie wybudowali sobie nowe chaty i zaczêli nowe ¿ycie.
O pochodzeniu niechlubnej nazwy wszyscy starali siê nalge jak najszybciej zapomnieæ, ¿eby sobie nie psuæ humoru. I ¿eby to przyspieszyæ, mieszkañcy Szczecina wymy¶lili jakie¶ bajdy o naje¼dzie Germanów, o odwa¿nym wodzu Broniszu i jego m±drej ¿onie Radzimirze, i o jakim¶ tam powiedzeniu "lecim na Szczecin" co to niby mia³o tych Germanów od najazdu powstrzymaæ...
Z palca wyssa³a: Agata Stankiewicz
W kroniki wpisa³a: Aleksandra B±k
|
 |